Z Tulum przez Chetumal do Palenque, czyli podsumowanie meksykańskie.

Ostatnim razem strasznie się spieszyliśmy, bo poganiała nas pani w kafejce na dworcu autobusowym w Chetumal. Pisane było na meksykańskiej klawiaturze, więc nie było polskich znaków. Czasem tak się może zdarzyć, ca co purystów z góry przepraszamy :]

Z Tulum do Chetumal chcieliśmy pojechać autobusem. Cena jednak trochę nas zaskoczyła, więc zdecydowaliśmy się na tzw. colectivos, czyli małe busiki, do których mieści się mniej więcej 14 osób, ale to zależy od wyobraźni kierowcy. Colectivos jeżdżą na krótkich dystansach, kosztują dużo mniej niż normalne autobusy, nie poruszają się według rozkładu jazdy, ale zgodnie ze stanem zapełnienia pokładu, co czasem zajmuje mniej, a czasem więcej. Na przykład z Tulum odjechaliśmy po pół godzinie czekania, a w Felipe Carillo Puerto, byliśmy ostatni, czyli siedzieliśmy tam gdzie się nas udało wcisnąć i odjechaliśmy moment po znalezieniu przystanku. Bo colectivos mają tę fajną cechę, że busiki jadące w danych kierunkach odjeżdżają z innych ulic w miasteczku, więc przy przesiadkach trzeba się trochę krajoznawczo przespacerować. Dla nas bomba.

Chetumal jest sporym miastem – to stolica stanu Quintana Roo. Nie chcieliśmy się więc za bardzo w nie zagłębiać. Na szczęście po przyjeździe na dworzec, okazało się, że są jeszcze wolne miejsca w nocnym autobusie do Palenque, które było naszym celem. Odjazd był dopiero za sześć godzin, ale my mieliśmy zaległości w przewodniku i planowaniu co dalej, poza tym całkiem miło się tu w Meksyku siedzi, gapi i nic-nie-robi.

Nocny autobus to w Meksyku bardzo wygodne rozwiązanie. Na pokładzie jest kibelek, filmy, a fotele są wygodniejsze niż w samolocie (a już na pewno stokrotnie wygodniejsze niż w parszywej Delcie!) – zasypia się raz dwa i nawet częste wojskowo-policyjne check pointy nie przeszkadzają we śnie. A check pointów jest sporo, bo w tym przygranicznym rejonie kwitnie przemyt i nielegalna imigracja.

Siedem godzin jazdy do Palenque minęło nam zaskakująco szybko. O 5 rano było jeszcze ciemno, ale życie uliczne kwitło w najlepsze – rozpuszczalna kawka niemal wetknięta do ręki za wymuszone 10 M$ i można zaczynać dzień. O wschodzie słońca ruszyliśmy piechotą w kierunku ruin, które leżą 9 km od miasteczka. Można się tam co prawda dostać busikiem za 10 M$, jednak spacer w porannej mgle, po 7h w autobusie wydawał się nam lepszym pomysłem.

U podnóży ruin znajduje się Maya Bell. Camping znakomicie znany chyba wszystkim podróżującym tutejszymi ścieżkami. Miejce piękne, w delikatnie okiełznanej dżungli. Możesz rozbić namiot, powiesić hamak, wynająć cabanę, lub zaparkować kampera. Mało tego można dobrze zjeść, posłuchać muzy na żywo i popływać w basenie, który co prawda jest lekko nadgryziony zębem czasu, ale woda jest chłodna i orzeźwiająca. Basen w ogóle jest dość spektakularny, bo ogranicza go ściana dżunglii, a od mokradeł z dzikimi rybami oddziela go tylko murek. Jest czad!

Maya Bell to zaskakujące miejsce, gdzie na dość niewielkim terenie można spotkać bujających w hamakach hipisów tlących jointy, półnagie dzieciaki biegające po krzakach, poważnych podróżników studiujących mapy, podchmielonych amerykańskich turystów i eleganckie panie znikające w klimatyzowanych cabanach. Wszystko razem w zupełnej harmonii.

Rozbiliśmy namiot i od razu postanowiliśmy zostać dzień dłużej. Opłacało się. Nad namiotem śmigały kolibry, papugi, tukany i co tam tylko chcecie. Wieczorem chmary robaczków świętojańskich rozświetlały trawniki, a mydło pachniało winogronami i poziomkami. Do tego wszystkiego małpy. Do nich należały wieczory i poranki. Howler monkeys, czyli wyjce, znane są z darcia gęby. Nie mogliśmy uwierzyć, że dźwięk dobiegający z dżungli wydawany jest przez zwierzę. Macie link do Wiki, po resztę przyjedźcie sami, bo ciężko to opisać :]

Klimat miejsca sprzyjał kontaktom, więc raz dwa poznaliśmy trójkę Litwinów, którzy podobną do naszej trasę robią na rowerach (link do ich strony dodaliśmy po prawej). Dobrze było powymieniać się doświadczeniami i planami. Następnego dnia poszliśmy razem nad pobliską rzeczkę połowić ryby. Nie udało się nic złapać, ale widzieliśmy diablo, czyli devil fish, czyli inaczej ogromne i brzydkie jak noc glonojady. Ciekawym zjawiskiem przyrodniczym był też wielki dziki “indyk” w cętki (foto nie wyszło, więc nie możemy nawet Was zapytać co to mogło być). Lu z niedowierzaniem podziwiała florę, większość wielkich drzew i krzewów to te same rośliny, które rosną sobie malutkie w naszych domach jako ozdobne kwiatki.

Dziś wstaliśmy wcześniej. Ruiny Palenque otwierają o 8, a my już o 7:30 jedliśmy śniadanie w bocznej, nieco ukrytej części kompleksu. Chcieliśmy zobaczyć ruiny bez tłumów turystów, udało się i rano mogliśmy swobodnie spacerować po opustoszałym terenie. Palenque jest wielkie i imponujące a to tylko mała cześć całości, która, nieodrestaurowana, ukryta jest w dżungli. Nie ma co się rozpisywać – super miejsce. Kontarst między dzikościa przyrody i monumentalnym osiągnięciem cywilizacji z przed stuleci – bezcenne :]

Teraz jesteśmy już w miasteczku, tani hostelik, w pokoju wiatrak, w łazience gorąca woda, a w powietrzu internet. Zjedliśmy ciepły obiad w budce u pani nieopodal dworca. Sączymy piwo, ładujemy baterie, dosuszamy ubrania zawilgotniałe w dżungli.
Trochę szkoda wyjeżdżać tak szybko z Meksyku. Dobrze się tu czuliśmy. Jutro o 6 rano autobus, potem łódź i Gwatemala.

Reklamy

2 thoughts on “Z Tulum przez Chetumal do Palenque, czyli podsumowanie meksykańskie.

  1. Piękne te ruiny w porannym świetle, aż mi się wyć chce, rzucić to wszystko w cholerę i pojechać teraz tam. Dużo szczęścia mieliście, że udało się Wam bez tłumów zobaczyć takie cudeńko. Tutaj mgła też, ale raczej bura, więc pozdrawiam i ukradam energię słoneczną ze zdjęć!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s