El sol es amarillo y el mar es azul.

Od wczoraj jest zimniej. Wieje silny wiatr, słońce często i szybko wymienia się z deszczem. Wciąż jednak chodzimy w krótkich spodenkach i jak najlżej się da. Tyle tylko, że nie smażymy się na plaży :]. Wiemy, że to nie to samo, co zima w Polsce. Nie będziemy udawać, że Wam zazdrościmy ;] Kto był w zimie na Szewskiej, wie, że zasłużyliśmy sobie na ciepełko :]

Szkielet spytał niedawno jak wygląda nasz dzień. Chciałeś, to masz :]

Budzimy się na ogół o 7-8 rano. Bez budzika. Wstajemy niespiesznie. Zaczynamy dzień od kawy. Pijemy dominikańską, mieloną Santo Domingo. Jest dobra :]. Przy kawie robimy hiszpański z kompem albo z książką. Jedno i drugie jest słabo podzielne, więc robimy na zmianę. Po hiszpańskim jemy śniadanie. Jadamy frencztołsty z patelni lub kanapsy. Do tego czasem arbuz lub papaja. Około południa wychodzimy z domu.

Idziemy na spacer plażą. Kierunki, jak nie trudno się domyślić są dwa. Iść można w lewo lub w prawo ;] (a to niespodzianka, co?) W lewo idzie się „do Riu” (czyli w stronę hotelu o tej nazwie), lub w prawo „do dzikiej plaży”, do której raz nawet udało się nam dojść. Oba kierunki to w założeniu długie spacery. Min 2h w jedną stronę. Ale to zawsze ulega jakimś modyfikacjom. No bo przecież można iść wolno lub szybko. Można zatrzymywać się po drodze, żeby sobie popływać, ponurkować, pokotłować się z falami, pogapić na ludzi, posmażyć na słońcu, popływać (tak tak! Kto powiedział, że nie można sobie popływać dwa razy) itd.

Plaża w Punta Canie różni się bardzo od na przykład polskich plaż bałtyckich. Hotele usytuowane są wprost przy morzu. Na szczęście nie są to takie wysokie kolosy, tylko raczej kompleksy niskich zabudowań. W głębi są budynki mieszkalne, bliżej wody – restauracje, a na samej plaży, między palmami ustawione są leżaki, lub łoża ze zwiewnymi zasłonami w wersji de luxe. O tym, że mija się kolejne hotele świadczą zmieniające się kolory ręczników, lub strażnicy stojący na pograniczach. Teren jednego hotelu przechodzi płynnie w drugi i tak w nieskonczoność.

Jak wspomniałam, raz udało nam się dotrzeć do dzikiej plaży, ale po przejściu kilometra zawrócił nas z niej patrol policji, mówiąc że iść dalej jest niebezpiecznie, bo nie ma hoteli, więc nie ma ochrony, jest tylko dżungla a oni mają ostatnio ‘problemos con banditos’. Nie wiemy na ile to prawda (trochę się tu już na dziko błąkaliśmy bez kłopotów) , ale głupio byłoby się dowiedzieć, że mieli rację, więc grzecznie zawróciliśmy. Może to i prawda, że blisko hotelowych opłotków bywa jakaś bandyterka, podpalona na turystyczny łup. Jednak miło było pobyć samemu na plaży, bez zgiełku, bez ludzi i bez naganiaczy.

Naganiacze to nieodłączny element lokalnego kolorytu. Wolne przestrzenie między ziemiami należącymi do hoteli wypełniają szczelnie budki, w których są sklepiki, małe knajpeczki albo bazy wypraw wędkarskich, czy para-sailingu. Jak idziesz po plaży, co rusz zaczepia Cię jakiś lokals słowami „My friend”, „Amigo!”, „Russian? English? Fracais? Allemagne?”, „Taxi?”, „Parasail?” itd., itp. Nauczyliśmy się grzecznie i stanowczo odpowiadać z uśmiechem na twarzy „No, gracias!”, co w znakomitej większości przypadków skutktuje. Mamy jeszcze jedną przewagę. Nie mieszkając w hotelu nie mamy na rękach opasek i jesteśmy tu na tyle długo, że w niektórych miejscach już nas nawet nie zaczepiają ;].

Co można kupić od naganiaczy? Wszystko! W szczególności pamiątki z Dominikany made in China, choć nie tylko. Można wydać pieniądz na zasuszone rekiny piaskowe, fragmenty rafy (nie zazdroszczę tym, którzy zdecydują się na taki zakup), cygara (na wyspie jest jedna z ważniejszych na świecie cygarowych manufaktur), rum, Mama Junanę, czyli wyciąg z kory drzewnej i ziół, który zalewa się rumem, winem i miodem, koraliki, pajero, kapelusze, papierosy i czego jeszcze dusza zapragnie. W godzinach wieczornych można załapać się na oferty mniej i bardziej legalne, od masażu klasycznego, przez narkotyki po masaże dla wymagających (czy mniej, czy więcej, to sami sobie rozsądźcie).

My raz zostaliśmy zaczepieni przez ochroniarza, i nie bardzo wiedzieliśmy o co mu chodzi. W efekcie zawinięto nas z plaży na prezentację nowego, jeszcze nie działającego hotelu, która to prezentacja miała na celu przekonanie nas do zdecydowania się jeszcze tego samego dnia na dziesięcioletnie członkostwo (czyli zniżki, helikoptery z lotniska itd) za jedyne 6 tysięcy dolarów. Strasznie dużo czasu im to zajęło, zanim zorientowali się, że jesteśmy poza targetem, ale posiedzieliśmy sobie w klimie, obejrzeliśmy piękny apartament z widokiem na morze, wypiliśmy welcome drinki i dawaliśmy się unieść wizji luksusowych wakacji w sieci hoteli, której nazwy teraz nawet nie pamiętamy :].

Spacerując po plaży można też obserwować przygotowania do licznych ślubów i przyjęć weselnych. Zwłaszcza w weekendy jest szansa zostać uwiecznonym w tle uroczych pozowanych fotografiach ze ślubu. Fotografuje się też Syrenki (nazwa ma nasz Mazurowy Copyright :]). Syrenki to piękne (na ogół) i młode klientki hoteli, które wynajmują fotografa, a ten ustawia je w atrakcyjne pozy rodem z kalendarza, albo rozkładówki. W repertuarze jest brodzenie w wodzie z rozchlapem, leżenie z rozpuszczonymi włosami omywanymi wodą, klęk podparty, siad prosty i inne takie. Wszystko dzięki wprawnemu oku fotografa pod odpowiednim kątem w odpowiedniej poświacie zachodzącego słońca, w sam raz na facebooka. Miły obiekt obserwacji zza ciemnych okularów ;].

Skoro o zachodzącym słońcu mowa. Słońce na Dominikanie zachodzi około 6 po południu. Wtedy mniej więcej wracamy w domu. Jeśli wracamy wcześniej Maz bierze z domu wędkę i gambę (czyli krewety) i wraca na plażę połowić. Ja w tym czasie na ogół zaczynam przygotowywać kolację lub idę do odkrytego niedawno sklepu z cenami przyklejonymi do produktów. Mała rzecz, a cieszy – jak się robi zakupy spożywcze na 3 osób i nie chce się przepłacać, to ceny na produktach nagle zyskują na wadze ;]. Do sklepu idzie się plażą w lewo i skręca się w lewo w restaurację Cpt Cook, po czym przechodzi się przez uliczkę prosto w drzwi sklepowe.

Po kolacji idziemy do New York Bakery (plażą w prawo i za hotelem Barcelo skręca się w prawo w miasteczko). New York Bakery, jak sama nazwa wskazuje, jest to francuska ciastkarnio-kawiarnia. Mają 10 stolików na zewnątrz i WiFi w powietrzu i chwała im za to. Za cenę  wody (20 DOP), kawy (40 DOP) lub piwka (60 DOP) moża sobie siedzieć i surfować. Zamykają o 8, ale sygnał nie gaśnie. Na Dominikanie okazało się jednak, że jesteśmy strasznymi śpiochami, i koło 9 mamy już dość. Czasem oglądamy jakiś film na dobicie (lub dobranoc, jak kto woli) i śpimy aż do dnia następnego. Modyfikacjom ulegają godziny internetu (czasem całkowicie znika on z rozkładu dnia), kierunki spaceru lub jego motyw przewodni.

Więcej nam dziś nie trzeba. Na razie ładujemy baterie. Słońcem, niebieską wodą, białym piaskiem, ciepłem, wiatrem i świadomością, że doskonale wiemy, gdzie dziś spimy, że mamy czyste ubrania, wiemy że zjemy ciepły posiłek. I bardzo nam z tym dobrze!

PS. Wszystkim Basiom, które znamy, i tym, których nie znamy, ale które nas czytają wysyłamy dużo karaibskiego słońca!

Reklamy

2 thoughts on “El sol es amarillo y el mar es azul.

  1. Widać, że słońca dosyć – mimo wszystko – Piegusku Kochany! A Mazer z wędką wygląda pomnikowo! Mam nadzieję, że poza butelkami cos jeszcze łapie! Tu na Mokotowie dziś ok. 5 rano nieco cieplej, bo munius jeden tylko! W Bogdanach wczoraj rano było minus 18! To tak dla równowagi po obejrzeniu secika fot pięknych.
    t.

  2. Widać po tytule wpisu, że te poranne nauki języka nie idą w las (palmowy) 🙂
    Bardzo mi ten wasz opis plaż i wszystkich atrakcji z nimi związanych przypomina brazylijskie plaże – tam też są Syrenki (nazwa – cudo!) i leżaki w wersji lux. Faaajnie Wam, tak się powłóczyć w kierunku prawym lub lewym 🙂
    Pozdrawiam trochę spod śniegu – obiecuję pokazać zdjęcie zainteresowanym w firmie na P, jeśli jeszcze sami nie widzieli 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s