Punta Cana weclome to!

Lotnisko w Punta Canie jest fenomenalne! W niczym nie przypomina wielkich europejskich czy amerykańskich kolosów. Z samolotu wysiada się prosto na płytę, przechodzi się 100 metrów do budynku, który ma niskie ściany (jakieś 2 metry) i dach pokryty palmowymi liśćmi. W środku hula wiatr, a światło wpada przez metrową przerwę między górnym krańcem ściany a dachem.

Za wjazd na Dominikanę trzeba zapłacić 10$ i wręczyć deklarację celno-pobytową, która nie jest jakoś szczególnie uważnie czytana. Potem przechodzi się do hali z taśmami bagażowymi, skąd pracownicy lotniska przechwytują grupki turystów (głównie Amerykanie, Rosjanie i Kanadyjczycy) i transportują ich gigantyczne walizy do następnej hali,  gdzie czekają już na nich przedstawiciele licznych hoteli. Potem busikami dojeżdża się na teren właściwego hotelu i jest się już w domu (wkrótce napiszę chyba jak wygląda życie białego człowieka na Dominikanie, bo nasze nieco od niego odbiega. Na szczęście :).

W odróżnieniu od pewnej pani, która odbierając swój bagaż westchnęła zniesmaczona: „Well, it’s not exactely JFK…“ – ja jestem tym lotniskiem zachwycona.  Jest ono dowodem na to, że aby przepuścić masy turystów w jedną i drugą stronę nie potrzeba nie wiadomo jakiej infrastruktury (podobne lotnisko ma Goteborg w Szwecji, choć jest ono oczywiście nieco bardziej szczelne :).

My skierowaliśmy się prosto do stoiska firmy Budget (tak – stoiska, nie stanowiska, bo przypominało bardziej stoisko z oscypkami na targu pod Gubałówką w Zakopanem), gdzie po krótkich negocjacjach odebraliśmy zarezerwowany wcześniej samochód.

W okolicy Punta Cana, miasteczka z dostępem do morza tak się ze sobą zlewają, że dopiero po kilku dniach zorientowaliśmy się, że miejscowość w okół której od początku pobytu kręciło się nasze życie to nie sama Punta Cana, a Bavaro. Tu mieści się jeden z hoteli Barcelo, przy którym jest jeden z ośrodków nurkowania PADI, w którym Jaro robił wszystkie swoje nurkowe licencje, w związku z czym zna tę okolicę i instruktorów. W mieszkanku jednego z nich zostawiliśmy część naszych bagaży i wyruszyliśmy na mini objazd wyspy. Chcieliśmy wykorzystać samochód maksymalnie, zanim znajdziemy sobie jakieś stałe lokum.

Pierwszą noc spędziliśmy na Playa el Macao w budce, w której za dnia wypożycza się deski surfingowe (Playa el Macao leży w wyjątkowo wietrznej i falującej zatoce). Po prostu zagadaliśmy z właścicielem jeszcze przed zamknięciem, czy będziemy mogli nocować na jego terenie. Powiedział, że nie ma sprawy – w nocy chatki pilnuje starszy pan i możemy się zjawić po zachodzie słońca. Tak też zrobiliśmy.

Wieczorem wiało jeszcze bardziej niż w dzień – mocno do tego stopnia, że obawialimy się, że namiot nie wytrzyma naporu wiatru. Na szczęście Starszy Pan zaprosił nas na tarasik tej budy, gdzie spędziliśmy spokojnie całą noc. Po chwili zjawił się żołnierz, którego zadaniem, jak się później okazało było patrolowanie plaży nocą i pilnowanie aby nikt tam nie nocował – mieliśmy szczęście, że zjawiliśmy się tak wcześnie!

Za gościnę odwdzięczylismy się rumem z colą i papierosami, które pomogły nam jako tako przełamać barierę językową – Starszy Pan nie mówił tylko po hiszpańsku, a żołnież po angielsku mówił tak jak my po hiszpańsku. Jednak z pomocą Brugala, Marlboro, dobrych chęci i tych kilku słów na krzyż udało się nam przynajmniej ustalić kto zacz i czego chce (z pominięciem faktu, że jak się później okazało wyszło na to że jesteśmy rodzeństwem, ale nie mamy jeszcze dzieci, na co Starszy Pan jakoś tam zareagował, ale, że nie wiedzieliśmy co mówi, dopiero następnego dnia z błędu wyprowadził nas dopiero słownik. Panowie zmyli się nad ranem (słońce wstaje tu ok 6:00), wcześniej jednak wygrzebali nam materac i obdarowali jabłkiem.

Advertisements

11 thoughts on “Punta Cana weclome to!

  1. Paniom, które narzekają mówcie zdecydowane nie, panom, którzy obdarowywują jabłkami – zdecydowane tak, a plażom z bielutkim piaskiem przekażcie, że tutaj też jest biało…ale od śniegu i zapowiadane -13. Niewiarygodnie ładnie tam…Czekam na następne zmiany planów, jeśli mają tak wyglądać 🙂

  2. No, no, od razu cieplej się zrobiło na Starym Mokotowie (choć minus trzy za oknem). Grzejcie ciałka i duszki. I nie ma to jak mowa gestów!
    t.

    1. Hehe – jakoś trzeba się dogadywać. teraz jak próbuję mówić po hiszpańsku, to się okazuje, że mi się moje szczątki włoskiego wcinają – nawet nie wiedziałam, że tyle po włosku umiem powiedzieć 🙂 ale nic się nie martw – uczymy się codziennie – mamy taki kurs na komputerze i staramy się gadać gdzie tylko się da – tylko że na razie dziwnie na nas patrzą 🙂 ale do przodu 🙂

  3. no to łądnie.
    w lublinie jest juz za to pierwszy soloidniejszy snieg. nawet ladnie to wyglada, ale zimniutko jest.

    to wy z tej dominikany juz walicie bezposrednio do meksyku?

  4. właśnie wpłacamy pieniądze za wycieczkę na Dominikanę i okazało się, że paszport nie będzie miał pełnych 6 m-cy ważności przy wyjeździe stamtąd, myślicie, że przyczepią się do 5,5 m-ca? 🙂

    1. Ech…mogę powiedzieć tylko jak wyglądało nasze „przejście” – tak naprawdę liczyło się to 10$ wjazdowego, i ani paszportu, ani na deklaracji nikt jakoś superuważnie nie czytał. W tym kraju turysta jest siłą napędową – taka moja obserwacja niezobowiązująca – więc wydaje mi się, ze lepszy turysta z 5,5 miesiąca ważności w paszporcie niż turysta, którego nie ma 🙂 Weźcie te moje uwagi jako luźne wskazówki 🙂 żeby potem nie było na mnie 🙂
      Pozdrawiam i życzę miłego pobytu!!! Kiedy przylatujecie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s